title: california dreamin'
day: 2009-07-12
time: 01:22:31

W najbardziej żenujący z dostępnych mi środków muszę się wyżalić. Potrzebuję szybkiego, old schoolowego samochodu w którym mogłabym się wyszaleć, potrzebuję słońca, potrzebuję inspiracji, potrzebuję faceta z którym mogłabym się zabawić i kokainy. Fuck. Hank Moody uosabia w tym serialu co najmniej połowę z rzeczy które wymieniłam. Ta fikcyjna postać staje się dla mnie natchnieniem. Mogłabym znaleźć w sobie choć odrobinę motywacji i zebrać się w sobie chociaż po to, żeby wymęczyć porządny wpis na blogu. Chyba potrzebuję też maszyny do pisania. Im więcej mam do powiedzenia tym trudniej przychodzi, a to niedobrze. To przejebane. W końcu ktoś tu miał ambicje być pisarzem, a tymczasem zamiast pisać wszystko, co stworzyła moja wyobraźnia ja słucham California dreamin'. Potrzebuję poczuć solidnego kopa zeby wiedzieć, że żyję a już dawno zwątpiłam w taką możliwość. Potrzebuję bandy hippisów w starym vanie i Elvisa który rozkręciłby imprezę. Mogę pieprzyć o przynależności człowieka, założę się, ze dałabym radę sprytnie wpleść w to gender i inne tego typu zabawy, ale nie o to chodzi. Bo moim problemem jest fakt, że ja nawet nie urodziłam się w czasach, do których bym pasowała. Nieskromnie stwierdzę, że Polska XXI wieku to supełnie nie mój świat. Ja kupuję hollywoodzką bajkę o tygodniowych imprezach, o rock and rollu który nigdy nie umarł i pisarzach, którzy od rana popijają whisky a ich dobre (!) książki wywołują masowy orgazm. A tu mamy błahe historyjki o naiwnych miłostkach, siedem miesięcy w roku kiedy nie ma słońca i imitacje imprez, popłuczny podczas których najlepiej się zalać. Kurwa. Mam 19 lat a czuję jakby najlepszy czas mojego życia spieprzył gdzieś beze mnie.
I'd be safe and warm if I was in L.A.
thaumiel || skomentuj (0)
title: comin' back
day: 2009-07-03
time: 15:28:56

Nie umiem uzasadnić powrotu do prowadzenia bloga, a jedynie wybraną przeze mnie formę - jestem zbyt leniwa, by pakować się w tworzenie strony www.
Moi znajomi z różnych osobliwych powodów nie prowadzą blogów - większość zapewne dlatego, bo nie czuje potrzeby  anonimowego/publicznego pisarstwa. Z tego powodu jedynymi blogami, jakie czytam, jest ten prowadzony przez dr Izę Kowalczyk oraz nieraz, jak uda mi się trafić, blog zEBa. I tam właśnie zainteresowało mnie postanowienie, wy codziennie wstawać najpóźniej o 6 rano, które wypatrzyłam pomiędzy całą emocjonalną pornografią, czytaną przez palce. Osobiście nie jestem w stanie czytać prywatnych zapisów znanych mi ludzi, niezależnie od faktu ich opublikowania. Wracając jednak do tematu - postanowienie wydało mi się niegłupie, bo sama miałam podobne po przeczytaniu jednej z książek Lema. I nawet nie chodzi o wyzbycie się lenistwa, w moim przypadku chodzi raczej o jałowe przepieprzania życia. Stąd tez może ten blog. A w ramach szkolenia w sobie pracowitości udało mi się przez kilka tygodni codziennie ćwiczyć, dopóki regularny wysiłek fizyczny nie został zamieniony na stos książek do sesji. Na tym koniec. Może zmienię layout nieudolnie skradziony ze strony Pennywise. To będzie metoda małych kroków. I uniknę porannego wstawania.
thaumiel || skomentuj (0)